Oszuści bazują na naszej dobroci. Nie dajmy się wrobić w łańcuszki - poradnik Dobrej Gazety

Oszuści bazują na naszej dobroci. Nie dajmy się wrobić w łańcuszki - poradnik Dobrej Gazety

Kontynuujemy cykl poświęcony dezinformacji. Coraz częściej padamy ofiarą informacji niesprawdzonych, nieprawdziwych, a czasami łudząco podobnymi do prawdziwych informacji. Podpowiadamy wam, jak nie dać się oszukać. Ale okazuje się, że nawet ludzie znający się na rzeczy, dają się nabrać.

Jakiś czas temu, do wielu osób w Kędzierzynie-Koźlu dotarł SMS-em apel o potrzebnej krwi “B Rh-“. Niektórzy taki apel dostali mailem.

Apel o treści: „Potrzebna jest krew dla dziecka chorego na białaczkę – to bardzo rzadka grupa krwi: BRh minus. Kontakt Marzena Czyż tel.: 515 XXX XXX. Jeśli ktoś może pomóc, proszę kontaktować się telefonicznie ze wskazaną osobą.” to niestety fałszywy łańcuszek.

Nabrać można każdego

Autor tekstu, taki SMS otrzymał od lekarki z kozielskiego szpitala. Dopiero, kiedy zapytał o pochodzenie tego SMS-a, pani doktor zaczęła zastawiać się nad wiarygodnością apelu. Szybko doszła do tego, że to fałszywy apel. Ale wcześniej, wysłała go do kilkunastu osób.

Jak się okazuje, apel “wędrował” po sieci i naszych telefonach już kilka lat temu. Co jakiś czas wraca. W komunikacie podawane były takie same dane, które są błędne. Dlaczego?

W prosty sposób tłumaczy to koleżanka po fachu. – W wypadku prawdziwych apeli o krew nie podaje się raczej numeru telefonu. Wystarczy imię i nazwisko osoby potrzebującej krwi oraz nazwa szpitala, w którym leży – podkreśla dziennikarka. Jakiś czas temu zobaczyła ten apel i postanowiła sprawdzić go w Google. Sama jest honorowym krwiodawcą i jej podejrzenie wzbudziło, że podany jest numer telefonu, a nie ma danych dziecka ani nazwy szpitala. – Okazało się, że ktoś postanowił utrudnić pracę agentce ubezpieczeniowej, której numer podano – informuje dziennikarka.

Jak nie dać się oszukać?

Myślimy, że my się nie damy nabrać? Wystarczy spojrzeć, jak często apele o zaginionym psie, są udostępniane długo po tym, jak pies już się znalazł. Ilość udostępnień w dobrej wierze poraża.

Po pierwsze: sprawdź źródło

Czy to oznacza, ze nie mamy pomagać i udostępniać takich apeli? Nic z tych rzeczy. Ale niestety zawsze, ale to zawsze, zachowajmy zdrowy krytycyzm. Nie ufajmy z automatu żadnej treści. Jeżeli jest to możliwe, sprawdźmy czy dana osoba potrzebuje pomocy, czy apel nie jest już nieaktualny, czy w ogóle jest prawdziwy. Wiele powie nam samo źródło. Jeżeli informację podaje duże, wiarygodne medium, a za nim idą inne redakcje, ryzyko błędu jest niewielkie. Nie żadne, dziennikarze to też ludzie i błędy się zdarzają, ale jednak dzieje się to znacznie, znacznie rzadziej, niż wtedy, kiedy kryją się za tym anonimy w sieci.

Po drugie: sprawdzaj, sprawdzaj i jeszcze sprawdzaj

Taki apel, jak ten o krew wystarczy wrzucić do Google lub innej wyszukiwarki, a wyskoczą nam artykuły o fałszywym apelu. Jak oszuści wymyślą coś, często powtarzają to wielokrotnie. Zazwyczaj znajdziemy ślad tego w sieci.

Gdy w grę wchodzi apel o pieniądze na operacje, sprawdzajmy nr konta oraz fundację. Jeżeli coś do siebie nie pasuje, skontaktujmy się z organizatorem zbiórki i to wyjaśniajmy.

Po trzecie: nie powielaj

Ostrożnie wybieraj posty, które powielisz. To łatwe i szybkie działanie, ale najpierw zastanów się. Twoi znajomi widząc, że Ty to udostępniasz, wierzą w ten komunikat, tak jakby słyszeli go od Ciebie. A czy masz pewność, że to prawdziwa informacja? Przypomnijmy o lekarce, która gdy przez chwilę zastanowiła się, sama stwierdziła, że to fałszywa informacja. I dalej jej już nie powielała.

Korzystałem z książki „Bezpieczni w necie” Beaty Biel, wydanej przez Fundację Fulbrighta i Stowarzyszenie Gazet Lokalnych

Jakub Dźwilewski

Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych z Polsko-Amerykańską Komisją Fullbrighta “Media bliżej ludzi” finansowanego ze środków Departamentu Stanu USA